Archiwum z Maj 2006

Dołek wiosenny, part one…

piątek, 19 Maj 2006

Tak łaził za mną od paru dni, dopadł mnie wreszcie skurwysyn jeden…

Jeszcze do tego zmartwiłem się rozmową z Szymonem… Czołowy altruista jak to określiła, pewnie z ironią, Diga wczoraj…

“myslalem nad wszystkim i nad niczym,
o tym jak bylo i jak bedzie,
kto jest, a kto byl, kto bedzie i kto moglby byc,
co bym chcial powiedziec, a nigdy nie powiem, o tym co powiedziec chcialem, a nie powiedzialem,
jaki jestem a jaki moglbym byc
co osiagnalem, a na co mialem mozliwosci
czy bylo warto zrobic rzeczy ktore za warte uwazalem…”

Przypadkowo dane mi było to przeczytać, notka na bloga Szymona… W sumie przecież mógłbym powiedzieć to samo, ile rzeczy mogłem osiągnąć, a ich nie osiągnąłem, czy warto było niektórych rzeczy (bo niektórych z pewnością było warto)… Co za ironia losu. Zobaczymy, jak będzie mój stan psychiczny wyglądał po powrocie z Warszawy.

Przepraszam za wstawienie tekstu bez Twojej zgody…

‘Jak często się boję i czuję się nikim…’

Już po…

niedziela, 14 Maj 2006

Znaczy dorosły jestem. Stary po prostu…Dawno nic tu nie pisałem, prawie miesiąc będzie… Wreszcie mi się zebrało.
Wczoraj koncert Myslovitz w parku – jak zwykle wielkie wydarzenie dla mnie. Czekam już z niecierpliwością na nową płytę… Gdyby tylko nie była taka dołująca… Wtedy nie byłoby to Myslovitz.

Właśnie w głośnikach Scars Blackfielda. Ciarki na plecach. Jakby to określić… Chęć płaczu i jednoczesna niemoc.

Moje urodziny, jak to już było w timestampie zapisane minęły prawieniezauważalnie. Prawiezwykłydzień. To jest ta rozbieżność pomiędzy marzeniami, tym jak by się chciało, aby było, a tym, jak jest w rzeczywistości. Fakt, było mi trochę smutno, ale co poradzić… W jakimś stopniu nadrobiła to impreza.

Jeśli chodzi o nastrój, to zbliżają się klimaty post-Rysiankowe (czyt. lekki dołek z którego ch** wie co się urodzi).

Na imprezie było zajebiście. Ci, którzy mieli przyjść, przyszli, reszta niech żałuje. Było fajnie pomimo wszystkiego, co wyszło nie tak. Jedyne, czego żałuję (choć czy można żałować czegoś, co zrobiło się po raz drugi?…), to to, co zrobiłem w garażu. Kac moralny tak zwany… Ale czasu nie cofnę.

Póżniej były urodziny Pivka. Lokalizacja zajebista, tylko że znowu musiało mi się coś wkręcić i zacząłem prawić morały Maciorowi, nie zauważając jednocześnie, że robię z siebie skurwiałego hipokrytę… Jak ja tego nienawidzę. Ale tu też muszę powtórzyć – czasu nie cofnę.

Mam nadzieję, że teraz będzie coraz lepiej.

Może poza sytuacją w domu.

Lista osobista wiosna ‘06

niedziela, 14 Maj 2006

1. Myslovitz – Ściąć wysokie drzewa
2. Myslovitz – W deszczu maleńkich żółtych kwiatów
3. Archive – Fold
4. Enya – It’s in the rain
5. Sigur Rós – Saeglopór
6. Makowiecki – Eyes without a face

I tyle. Monotematyczny się staję :)