Tak łaził za mną od paru dni, dopadł mnie wreszcie skurwysyn jeden…
Jeszcze do tego zmartwiłem się rozmową z Szymonem… Czołowy altruista jak to określiła, pewnie z ironią, Diga wczoraj…
“myslalem nad wszystkim i nad niczym,
o tym jak bylo i jak bedzie,
kto jest, a kto byl, kto bedzie i kto moglby byc,
co bym chcial powiedziec, a nigdy nie powiem, o tym co powiedziec chcialem, a nie powiedzialem,
jaki jestem a jaki moglbym byc
co osiagnalem, a na co mialem mozliwosci
czy bylo warto zrobic rzeczy ktore za warte uwazalem…”
Przypadkowo dane mi było to przeczytać, notka na bloga Szymona… W sumie przecież mógłbym powiedzieć to samo, ile rzeczy mogłem osiągnąć, a ich nie osiągnąłem, czy warto było niektórych rzeczy (bo niektórych z pewnością było warto)… Co za ironia losu. Zobaczymy, jak będzie mój stan psychiczny wyglądał po powrocie z Warszawy.
Przepraszam za wstawienie tekstu bez Twojej zgody…
‘Jak często się boję i czuję się nikim…’