Pierwszy szczyt – Święta. Drugi – Sylwester wespół z Nowym Rokiem. W chwili obecnej jeszcze okres międzyszczytowy.
Odkąd pamiętam, wiązał się z przygotowaniami do imprezy sylwestrowej, ew. w tym czasie wyjeżdżałem na rzeczoną imprezę. Teraz jest trochę inaczej, póki co jestem w domu, ruszyłem się na parę godzin do Zabrzega (który swoją drogą nie przypadł mi do gustu dzięki niektórym osobom) i teraz siedzę w domu rozmyślając, co robić dalej w tą jedną jedyną noc w roku. Do wyboru są:
- Berlin
- #338
- Warszawa
- exclusive party Świętochłowice (czyt. siedzenie przed telewizorem w domu
).
Wiem, że jakkolwiek bym nie zrobił, ktoś będzie niezadowolony. Powoli odechciewa mi się imprezować, czy po 30.XII nie może nastąpić 2.I ?
Sprawa numer dwa, nad którą ostatnio się zastanawiam – ile można być w stanie wybaczyć/zapomnieć osobie, która jest (była?) przyjacielem? Mam dziwne wrażenie, że znowu się miarka przebrała. Można jeszcze komuś ufać na tym świecie?